P o s t II
N a m n a p r z y k ł a d d a n j e s t
P o j m a n i e
Wśród miejskich zaułków w dali
Jakaś pochodnia się pali
Gwar stłumiony się niesie
A słowa to ludzkie czy biesie
Wataha spieszy
W krętych uliczkach
Wśród śmiechów
Zdrajca idzie
Kijów stukot
' Zbroi trzaski
Harmider
Na kolana upadł
Tamci zasną
Zdrajca idzie
Od murów
Ogrodem pełznie
Spowita ogniem
Hałastra
Najmici żołnierze
W dymie pochodni
Suną od miasta
Na stoku klęczy
Postać świetlana
To On
Prędzej prędzej
Dawać kajdany
Na twarzach blaski
Ogni drgają
Wystąpi dwunasty
Spośród zgrai
Znak złoży zdrady
Pocałunek umowny
Rabbi
Pozdrowi
Kogo szukacie
Jezusa z Nazaretu
Oto macie
Mnie tu
Już pojman nauczyciel
Co ma niech się stanie
Szymon za broń chwyci
Słudze ucho rani
Pan ranę uleczy
Na śmierć gotów
Syn Człowieczy
Najmici zbirowie
W ręce pojmali
Dłonie wiążą sznurem
Pierzchli uczniowie
Piotr podąża w dali
Stanie pod murem
Wypełni się słowo
Kielich pije do dna
Wszystkich kazał miłować
Przemoc na gwałt niegodna
K r u c h a j e s t w i e r n o ś ć
Nocą pojmali wiodą do miasta
W zbrojnym kordonie wiodą
Pijana prowadzi hałastra
Została za Nim cisza ogrodu
Krąg płomienny w nocnych mrokach
Plamą wśród ulic się przetacza
Kohorcie dotrzymują kroku
Na skraju cienia czyjeś postacie
Żołnierze ciżba służebna
Ciekawi widowiska
Ogień rozpalić trzeba
Ziąb dokuczył wszystkim
Ci odważni co nie pierzchli
Owi dwaj z dwunastu
Poza bramę weszli
Grzeją się przy blasku
Minęło prawie trzy lata
Brat do zagrody przejęty wpada
Oto żeśmy
Mesjasza znaleźli
A co za moc mąż ma ten
On prosty rybak
Całą duszą doń przywarł
W ogień by za nim poszedł
Imię otrzymał opoki
Dostał się na podwórzec
Zaduma błądzi w oku
Wyciąga ku iskrom dłonie
Gdzie tańczy wesoło płomień
Mistrza prowadzą na przesłuchanie
Głos odźwiernej
Zadumę przerwie
Pogróżkę rzuci
To Jago uczeń
Niewiasto
Nie jestem
Odejść trzeba w tłum się schować
Najcenniejsza własna głowa
Hej ty tam tyś z jego grona
Głos dolata z drugiej strony
Skałą go nazwał w Cezarei
Na niej kościół Jego stanie
Dał mu klucze siłę wiązania
Wszyscy to słyszeli
Jego najpierwszym był uczniem
Sługa jakiś dziwnie spogląda
Lepiej nie stać na przodzie
Słuchajcie przecież i on tam
Był razem z nim w ogrodzie
Ależ człowiecze
Tamtego nie znam
Co ty pleciesz
Świta dnieje
Gdzieś w dali
Kur pieje
Pieje pieje kogut
Piotr zaparł się Boga
Kogut kogut pieje
Czort się z Piotra śmieje
Pieje pieje kogut
Piotr przejęty trwogą
Żałość podeszła do gardła
Krwawi zgryziona warga
Braci utwierdzać miał w wierze
Jeszcze wieczorem oddawał życie
Przysięgi składał przy wieczerzy
Tchórzostwa swego teraz się wstydzi
Żałość gardłem ściska
Ziemia się chwieje pod nim
Prawda na wierzch wyszła
Zaszywa się w samotni
Teraz rozumie wszystko
Słowa skryte tajemne
Za niego umrze Chrystus
Umrze za całą ziemię
A t e r a z n a l e ż y z n a l e ź ć w i n ę
W Kanie w Betanii
W każdej mieścinie
Jest miejsce święte
Tu na czytanie
Lud się gromadzi
Najstarszej księgi
I w Salamona świątyni
Czytają pisma
Już nie długo
Zbawiciel przyjść ma
Bóg obiecał
Przez proroki
Przyjdzie wielki
Światłość w mroku
A tu znalazł się jeden taki
Syn cieśli
Wielkie czynił znaki
On rzemieślnik
O sobie mówił
Syn Boży
Człowieczy
Łazarz przez niego ożył
Nikt nie zaprzeczy
Lud go słucha
Podziwia cuda
Wszystkich zjednać
Mu się uda
Słowem swoim prawo podważa
Nowe królestwo chce zakładać
Posłuchali rady Kajfasza
Najlepiej śmierć takiemu zadać
Przed Piłatem wnoszą skargę
Królem się mieni lud podburza
Na władzę rzymską wnet się targnie
Nie można tego znosić dłużej
Po dwakroć słucha oskarżeń Piłat
Po dwakroć nie widzi winy
I żona Piłata za nim się wstawiła
Śmierci śmierci za jego czyny
Ręce umyje namiestnik
Lecz wyda krew niewinną
Żołnierze się bestwią
Wetkną w dłoń czcinę
Koronę włożą cierniową
Oto człowiek
W pałacu nie przyszedł
Choć przyszedł do swojej własności
Swoi Go nie przyjęli
Pójdzie pod krzyżem
Zbuduje kościół
Przez krew wylaną za wielu
K t ó r y ś z a n a s c i e r p i a ł r a n y
Oto się stało oto się stało
Dopięli swego zaślepieńcy
Wyrok pada z trybunału
Przebiją stopy ręce
Świątynię burzył
W trzy dni budował
Wyrok słuszny
Cało nie wyniósł głowy
Kłody zbijają cieśle
Dobrze mu znany zawód
Na własnych barkach ją poniesie
Śmierć skończy całą sprawę
Już nakładają ciężar krzyżowy
Zaraz podźwignie ku Golgocie
W drodze pomaga jakiś człowiek
Wkoło gawiedź kroczy
Śmiertelny pochód wychodzi z miasta
Pan pod palem na padół padnie
Niewiasty
Łzy wylewają nad Nim
Na wzgórzu doły wybrane
Młot i gwoździe w sakwie
Oprawcy czekają za Nim
Czekaja gapie
Ciało rozciągną na drzewie
Ból rozdziera stopy dłonie
Krzyż rozpostarty na niebie
Zbliża się koniec
Dwaj towarzysze
Skazani za zbrodnie
Po bokach wiszą
On wśród nich godnie
Dyskurs toczą łotrzykowie
Jeden drugiemu przygani
Niewinnie umiera ten człowiek
W swoim królestwie wspomnij na mnie Panie
Mrok Jerozolimie ogarnia
W przestrachu uchodzi hałastra
W pobliżu szlochają Marie
Konania czas trwa
Bok przebiją włócznią
Krew i woda wypływa
Świadectwo ucznia
Prawdziwe
Skonał
Firmament znaczony krzyżem
Ofiara spełniona
Królestwo przybliżył
W dłonie Jago wbitym bretnalem
Słowa nie zmogą
Śmiercią dodali blasku chwale
Stało się drogą
P i e t a
Matko wybrana dla Pana
Z Ducha poczęciem natchniona
Syn Twój święty wydźwignięty
Śmiercią krzyżową już kona
Bierzy tam śpieszy tam
Panie mój pomiłuj
Ledwo żywa przybywa na wzgórze
Żałość wzbiera płaczu wstrzymać nie może
Ku synowi wznosi oczy
Serce mdleje łzy z oka toczy
Na obliczu katów buta
Było Tobie nie być tutaj
Panie mój pomiłuj
Matka do krzyża się zbliża
Pada u drzewca zemdlona
Stopy dłonie przygwożdżone
U skroni cierniowa korona
Broczy z ran sączy z ran
Panie mój pomiłuj
Syna drżące cierpiące oblicze
Na ramionach krwawe rany od bicza
Duch uchodzi serce staje
Jeszcze szepnie syna ci daję
Oto syn twój matka oto
Będziesz dla niej synem odtąd
Panie mój pomiłuj
Któraś karmiła pieściła
Z Bożego zrodziłaś rozkazu
Ból Twój wielki rodzicielki
Matki jedynej bez skazy
I ja łkam z Tobą łkam
Panie mój pomiłuj
Długo żyłem grzeszyłem nieprawy
Dla mnie drzewce szubieniczne postawić
Skuć ramiona krzyż podźwigać
Wiele z takim nie ma co igrać
W swym królestwie na mnie wspomnij
Chociem grzesznik jest ogromny
Panie mój pomiłuj
Zrymowano i zrytmizowano na wzór
Bogurodzicy
Z m a r t w y c h w s t a n j e s t
Czy sen spokojny
O swą władzę drżących
Straż czuwa zbrojna
Do wschodu słońca
Gdy Go zabraknie
Lud zapomni nauk
Rządzić będzie łatwiej
Wróci ład pomału
Niech się nie trwoży
Władza wielka w dali
Niej jest już groźny
Śmierć taką pochwalić
Uczeni w piśmie
Źle czytają wersy
Najpierw zawiśnie
Śmierć pokona pierwszy
Powstał wśród maluczkich
Dał świadectwo prawdzie
Miłości nauczał
Dzieło jego zbawcze
Spoczywa w grobie
Owinięty w całun
Przyjdą uczniowie
Namaścić ciało
Pewnie sen spokojny
O władzę swą drżących
Dotrwali zbrojni
Do wschodu słońca
Drży ziemia niebo się pali
Grób się otwiera Pan wstaje w chwale
Razi jasnością postać w bieli
Żołnierze zbrojni do miasta zbiegli
Chrystus zmartwychwstan jest
Nam na przykład dan jest
Alleluja
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz